Słowo na Wielkanoc..,.,
Każde święta (no, może z wyjątkiem Wszystkich Świętych, choć też nie wszędzie) wiążą się w środkach masowego przekazu z tematem produktów spożywczych i jedzenia w jego różnych formach i tradycjach. Łatwo byłoby tę tendencję wykpić i wyszydzić jako przejaw konsumpcjonizmu, degradacji sacrum, prymatu „mieć” nad „być”. A jednak pojawia się refleksja nad głębszym znaczeniem tego społecznego faktu, jakim jest przywiązywanie wagi — szczególnie w okresach świątecznych — do jedzenia. Czy jest to „liturgia żarcia”, jak szyderczo twierdzą jedni, czy symboliczna więź z naturą, jak dowodzą inni?
A może to coś jeszcze innego: echo bardzo starego impulsu, który towarzyszy życiu od jego zarania. Bo zanim człowiek zaczął świętować, zanim stworzył religie, zanim zbudował kulturę — musiał jeść. Głód był jego pierwszym nauczycielem, a pokarm pierwszym mostem łączącym go ze światem.
W tym sensie współczesne świąteczne stoły, choć obrosłe w marketing, nadmiar i estetykę, mogą być jedynie późnym, kulturowym rozwinięciem czegoś znacznie głębszego: pierwotnej relacji między życiem a tym, co je podtrzymuje. Zanim więc odrzucimy świąteczne jedzenie jako profanację sacrum, warto zapytać:
czy to nie pokarm był pierwszym sacrum, zanim człowiek nauczył się wypowiadać to słowo?
Każde życie zaczyna się od braku. Komórka, która nie otrzyma energii, obumiera. Zwierzę, które nie znajdzie pożywienia, ginie. Głód jest więc pierwszym nauczycielem pokory — przypomina, że żadna istota nie jest samowystarczalna.
W świecie zwierząt pokarm jest osią relacji:
- matka karmiąca młode tworzy więź, która nie jest tylko instynktem, lecz także pierwszą formą troski,
- stado dzielące zdobycz działa w oparciu o współpracę i hierarchię, jakby uczestniczyło w pradawnym rytuale.
Zwierzęta nie filozofują nad sensem jedzenia, a jednak ich relacja z pokarmem bywa zadziwiająco rytualna. Można więc powiedzieć, że sacrum zaczyna się tam, gdzie życie doświadcza zależności. A zależność jest wpisana w każdy kęs.
Człowiek odziedziczył zwierzęcy impuls głodu, ale przetworzył go kulturowo. Z instynktu uczynił symbol, z potrzeby — rytuał, z biologii — metafizykę. Atawizm głodu został przekształcony w nowe znaczenia:
- ucztę,
- post,
- ofiarę,
- stół,
- tabu,
- święto.
Człowiek nie tylko je, ale wie, że je. I nadaje temu sens.
Co więcej, odkrył, że pokarm potrafi zmieniać jego psychikę: uspokajać, pobudzać, rozluźniać, wyostrzać zmysły. Niektóre substancje — od kawy po wino, od ziół po przyprawy — stały się częścią duchowych i społecznych rytuałów. To naturalne przedłużenie refleksji: pokarm wpływa nie tylko na ciało, lecz także na świadomość, a więc na to, jak człowiek doświadcza świata i samego siebie. Można powiedzieć, że człowiek, bardziej niż jakiekolwiek zwierzę, czuje skutki jedzenia w swojej psychice — w przestrzeni, którą tradycje duchowe uznają za bramę do sacrum.
W archaicznych kulturach pokarm był najcenniejszym darem, jaki można było złożyć bogom. Nie dlatego, że bogowie go potrzebowali, lecz dlatego, że człowiek oddawał to, co było podstawą jego przetrwania. Ofiara była:
- uznaniem zależności,
- próbą przywrócenia równowagi,
- gestem wdzięczności,
- symbolicznym „oddaniem życia”.
Pokarm stawał się energią życia w czystej postaci, a jego spalanie, rozdzielanie czy spożywanie — aktem dotykania tego, co przekracza jednostkową egzystencję.
Wspólne jedzenie jest jednym z najstarszych sposobów budowania wspólnoty. Stół — nawet najskromniejszy — jest miejscem, gdzie ludzie dzielą się nie tylko pokarmem, ale i losem. W wielu tradycjach stół jest małym ołtarzem, a gest łamania chleba — rytuałem pojednania. Wspólne jedzenie:
- łagodzi konflikty,
- tworzy więzi,
- przywraca poczucie przynależności.
Współczesność, z jej pośpiechem i samotnością, rozbija ten rytuał. Jedzenie przed ekranem, w biegu, w izolacji — to nie tylko zmiana stylu życia, ale utrata pewnego rodzaju sacrum, które rodziło się z bycia razem.
Smaki dzieciństwa, zapachy kuchni, potrawy świąteczne — to wszystko tworzy mapę emocjonalną człowieka. Pokarm jest jednym z najtrwalszych nośników pamięci. Kiedy jemy potrawę, którą przygotowywała babcia, nie karmimy tylko ciała — karmimy pamięć. W tym sensie jedzenie jest rytuałem przywoływania nieobecnych, a pamięć — formą sacrum.
W tradycjach Wschodu jedzenie jest praktyką uważności. Każdy kęs to powrót do „tu i teraz”, a wdzięczność za pokarm — uznanie współzależności wszystkich istot. Bo przecież każdy posiłek jest możliwy dzięki:
- słońcu,
- wodzie,
- glebie,
- pracy ludzi,
- życiu innych organizmów.
Pokarm staje się więc narzędziem kontemplacji — sposobem na odzyskanie kontaktu z ciałem, światem i samym sobą.
Pokarm jest jednym z niewielu doświadczeń, które łączą wszystkie istoty żywe. W jego rytmie — głód, zdobywanie, dzielenie się, sytość — zapisany jest kosmiczny cykl życia. Może dlatego jedzenie może być traktowane jako codzienna epifania: moment, w którym człowiek doświadcza, że życie jest darem, a świat — nieustanną wymianą.
Sacrum nie zawsze objawia się w gromie i błyskawicy. Czasem przychodzi w postaci kromki chleba, którą ktoś podaje drugiemu człowiekowi.